sobota, 16 kwietnia 2016

Bombshell, czyli Marilyn Monroe

Marilyn Monroe to jedno z najbardziej znanych nazwisk na świecie. Nawet tyle lat po jej śmierci, (chyba) każdy ma od razu przed oczami tę śliczną, zawsze uśmiechniętą blondynkę. Czy jest ktoś, kto nie kojarzy zdjęcia w białej podwianej sukience, zrobionego przy skrzyżowaniu Alei Lexington i 52 ulicy?

Odkąd pamiętam, moja siostra była kompletnie zafascynowana osobą Marilyn Monroe. Nie podzielałam jej pasji, dopóki nie obejrzałam filmu „Pół żartem, pół serio”. Mój zachwyt nad tą produkcją był naprawdę ogromny. Tematyka nie jest ambitna: dwóch muzyków będących w tarapatach, przebiera się za kobiety, aby dołączyć do damskiego zespołu jazzowego, gdzie spotykają piękną Sugar. Jednakże wykonanie jest wprost wyborne! Zaśmiewałam się do łez. Gra aktorska Curtisa, Lemmona, Monroe i Browna tworzy prawdziwie komiczny efekt. Teraz komedie są skierowane na rozbawianie poprzez dyskryminację innych, przekleństwa oraz aluzje dotyczące seksu. Pod tym względem „Pół żartem, pół serio” to zdecydowanie wyższa półka : )

Przyznam jeszcze, że przed obejrzeniem tego filmu widziałam serial „Smash”, który podsycił moje zaciekawienie symbolem seksu lat 50. Opowiada on o scenarzystach tworzących musical o życiu Marilyn Monroe. Klimat pierwszego sezonu jest świetny! Piosenki, kostiumy, choreografie – to wszystko sprawia, że nie można się wprost oderwać. Drugi sezon jest dla mnie już zbyt naciągany, ale i tak oglądało się go przyjemnie. Był to dla mnie ciekawy zarys biografii Marilyn.

Kolejne pozycje z filmografii MM zagłębiły we mnie dozgonne przekonanie, że ta kobieta była nie tylko piękna. Była świetną aktorką, która sprawdzała się zarówno w komediach, jak i w dramacie. Miała niesamowity, seksowny głos. Kiedy mówiła, brzmiało to jak szeptanie do ucha kochanka, a kiedy śpiewała, wibracje w jej głosie potrafiły oczarować. Filmy z jej udziałem, które szczególnie polecam to:
- „Mężczyźni wolą blondynki” (1953)
- „Jak poślubić milionera” (1953)
- „Książę i aktoreczka” (1957)
- „Pół żartem, pół serio” (1959)
- „Pokochajmy się” (1960)
- „Skłóceni z życiem” (1961)

Wreszcie przyszedł czas na przeczytanie mojej pierwszej biografii Marilyn Monroe. Wybrałam „Marilyn. Ostatnie seanse” autorstwa Michela Schneidera, którą zarekomendowała mi siostra. Chciałabym powiedzieć, że się nie zawiodłam, ale nie mogę tego zrobić, bo byłoby to zbyt brutalne. Biografia Marilyn okazała się po prostu bardzo smutną historią i mogę jedynie powiedzieć, że jest mi przykro. Jest mi przykro, że życie tak niesamowitej osoby było przesiąknięte smutkiem i samotnością.
Urodziła się 1 czerwca 1926 roku, jako Norma Jeane Mortenson/Baker. Nigdy nie poznała swojego biologicznego ojca, a jej matka Gladys nie potrafiła go wskazać, gdyż miała wtedy wielu kochanków.
Dzieciństwo Normy pozbawione było ciepła. Wędrowała od domu do domu, nie mając swojego miejsca. Matka oddała ją do rodziny zastępczej, gdy ta miała zaledwie 2 tygodnie, by upomnieć się o swoje dziecko 7 lat później. Jednak choroba psychiczna Gladys nie pozwoliła jej mieszkać zbyt długo z córką. Jej przyjaciółka zaopiekowała się Normą, lecz wkrótce po tym oddała (już) 9-letnią dziewczynkę do sierocińca. Dopiero w 1937 roku Norma Jeane zamieszkała ze swoim kuzynostwem. W 1942 roku ponownie ją odrzucono. Znowu zabrakło dla niej miejsca. Wtedy po raz pierwszy wyszła za mąż.
Pozwoliłam sobie nakreślić lata, kiedy Marlin Monroe była dzieckiem, ponieważ miało to ogromny wpływ na jej dalsze życie. Chyba nic dziwnego, że jako dorosła osoba chodziła do psychoterapeuty. Przez całe życie czuła się niekochana i nie potrafiła wypełnić tej pustki. Mówiono: „nigdy nie była sama, ale zawsze samotna”. Myślę, że to trafne słowa. Wokół niej zawsze kręciło się wielu ludzi, jednak mało kto potrafił do nie dotrzeć. Nie otwierała serca dla każdego. Zaufanie nie przychodziło tak łatwo. Przez 36 lat życia, Marilyn Monroe mieszkała w aż 43 domach. Do samego końca nie potrafiła zaleźć swojego miejsca...
Wiele osób mówi: „osiągnęła sukces, bo się sprzedała”, „musiała ubierać się kuso, żeby zwracać na siebie uwagę”, itd.
Mimo że bardzo szanuję jej osobę to muszę tutaj przyznać częściową rację. Mianowicie: tak, Marilyn Monroe sypiała z wieloma mężczyznami, ale Norma Jeane – nie. To był tylko fragment roli, którą grała całe życie. Ona sama mówiła raczej: „Ja się nie sprzedaję. Pozwalam się kupować”. Po poznaniu jej, dostrzegam znaczącą różnicę. Uważam, że Marilyn robiła to, ponieważ wiedziała, że łóżko to najprostsza droga, a przecież wycierpiała już wystarczająco w swoim życiu. Nie będę jej tłumaczyć, ale nie podoba mi się też, że ktoś ją osądza. To były jej decyzje, jej prywatne sprawy. Nie czerpała z tego przyjemności, pozwalała w ten sposób innym wypromować swoją osobę.

Temat krytykowania krótkich i wydekoltowanych sukienek noszonych przez MM to dla mnie zwykła kpina. Po pierwsze: takie ubrania nosiła głównie w filmach, gdyż wymagały tego jej role. Po drugie: dlaczego nie ma nosić dekoltu, kiedy posiadała tak fantastyczną, seksowną budowę ciała? Mnie osobiście bardziej podoba się, kiedy ktoś ma duży dekolt przy sukience, niż gdy jest ubrany jak zakonnica od brody po kostki. Nie chce nikogo obrażać. Chcę powiedzieć, że każdy ma swój gust i korzysta z figury na własny sposób. A po trzecie: widzieliście zdjęcie Marilyn w golfie? Naprawdę nie musiała za pomocą stroju zwracać na siebie uwagi. Nawet w łachmanach wyglądałaby nieziemsko, jak prawdziwy symbol seksu!


Jak już wspomniałam Marilyn korzystała z usług psychoterapeuty. „Ostatnie seanse” to historie i problemy, o których mówiła podczas swoich wizyt u doktora Ralpha Greensona, a także wspomnienia osób, które ją znały. Każdy, kto miał z nią bliższy kontakt przyznał, że była niezwykle samotną kobietą. Do końca życia zmagała się z faktem, że była opuszczona przez własną matkę.

Jej znajomi mówili, że nie była głupiutką blondynką. Wręcz przeciwnie, opisują ją, jako bystrą intelektualistkę. Potrafiła dobrze to wykorzystać sprzedając swój image. Marilyn czytała takie książki jak na przykład „Ulisses” czy „Źdźbła trawy". Jednym z jej najbliższych przyjaciół był pisarz Truman Capote, który z myślą o niej napisał książkę „Śniadanie u Tiffany'ego”. W bliskich relacjach pozostawała również z fotografem Miltonem Greenem. 

Niestety aktorka z czasem zaczęła miewać problemy z alkoholem i narkotykami. Spóźniała się na plan, gdyż jak twierdziła „jeśli czekają to znaczy, że Cię chcą”. Szukała akceptacji nawet w takich drobiazgach. Wszystko, byle być kochaną.
Szczególnie znana jest sytuacja, kiedy podczas obchodów urodzin prezydenta Kennedy'ego, Marylin wykonała utwór „Happy Birthday”, będąc pod wpływem alkoholu. Wytwórnia, z którą współpracowała zakazała jej występu na uroczystości, który mimo wszystko złamała.
Podczas kręcenia ostatniego (niedokończonego) filmu, pt. „Słodki kompromis”, aktorka była w fatalnym stanie. Zapominała kwestie, miała nieobecny wzrok lub wcale nie pojawiała się na planie filmowym.

5 sierpnia 1962 roku, Marilyn Monroe zmarła wskutek przedawkowania. Do dziś okoliczności pozostają niewyjaśnione i budzą wiele kontrowersji. Jest wiele spekulacji: czy to było samobójstwo? Czy zginęła przez niekompetencje terapeuty, którego alibi nigdy nie zostało potwierdzone, a który mógł zaaplikować jej zbyt dużą ilość leków? Czy może było to morderstwo z powodu jej powiązania z rodziną Kennedy? Jedno jest pewne. Normę Jeane zabiła Marilyn Monroe, która była rolą jej życia.


Może kogoś zainteresowała historia skromnej, nieśmiałej Normy Jeane, która stała się Marilyn Monroe? A może macie swoje ulubione aktorki lub aktorów z tamtych lat? 

niedziela, 27 marca 2016

„Umiejętnościami można pokonać siłę”, czyli o Trudi Canavan i jej twórczości

Ostatnio czytam bardzo dużo książek fantasy, a dzięki temu udało mi się odkryć prawdziwą perełkę. Mowa o twórczości Trudi Canavan. Poniższy tekst polecam osobom gustującym w tymże gatunku lub dla tych, którzy pragną spróbować czegoś nowego.

Trudi Canavan to australijska pisarka i publicystka. W 1999 roku zdobyła nagrodę Aurealis dla najlepszego opowiadania fantasy, pt. „Szepty dzieci mgły”.

Wiele osób zadaje pytanie: czy wszystkie pomysły na powieść fantasy zostały już wyczerpane? Trudi Canavan podczas wywiadu odpowiedziała: Wszystko już zostało kiedyś wymyślone. Jednak nie zupełnie zostało napisane w tej samej kombinacji. A szczególnie w tym gatunku, częścią wyzwania i radości z pisania jest budowanie na czymś, co było już stworzone kiedyś”. Według mnie są to bardzo trafne słowa, ponieważ czyż nie jest tak, że nawet podobne historie mogą zostać opowiedziane w zupełnie inny sposób?


Trylogia Czarnego Maga
1) Gildia Magów
2) Nowicjuszka
3) Wielki Mistrz
Imardin to największe miasto, a zarazem stolica Kryalii, państwa rządzonego przez króla oraz chronionego przez wyszkolonych żołnierzy i wielkich magów. Gildia Magów jest zaś odpowiednikiem współczesnej uczelni, która przyjmuje za swoje mury osoby wywodzące się z bogatych rodów, posiadające magiczny potencjał. Ich dotychczasowa monotonia zostaje zaburzona, kiedy podczas oczyszczania miasta z żebraków, młoda dziewczyna przełamuje barierę i trafia kamieniem w głowę jednego z magów. Od tego momentu rozpoczyna się pościg za nieświadomą potencjału swojej mocy Soneą. Ucieczka nie jest jedynym problemem dziewczyny. Magia, którą posiada, z każdym dniem staje się coraz trudniejsza do opanowania.


Do trylogii trzeba zaliczyć także jej prequel, pt. „Uczennica Maga”.
Książka opisuje wydarzenia, które miały miejsce setki lat przed czasami „Gildii Magów”. Tessia to nastoletnia dziewczyna, której największym zainteresowaniem jest profesja Uzdrowiciela. Jednak w świecie, w którym żyje, Gildia Uzdrowicieli niechętnie przyjmuje kobiety. Sytuacja Tessi odmienia się, gdy dziewczyna nieświadomie posługuje się magią w domu Mistrza Dakona. Mag przyjmuję ją jako swoją uczennicę.


Trylogia Zdrajcy
1) Misja Ambasadora
2) Łotr 
3) Królowa Zdrajców
Młodzieniec o imieniu Lorkin postanawia wyruszyć w podróż, aby odnaleźć „nową magię”. Przystaje więc na propozycję asystowania Ambasadorowi Gildii w Sachace. Chłopak liczy na to, że jego badania wzmocnią pozycję Gildii w Kryalii. Zamierzeniem jest również zniesienie niewolnictwa w Sachace. Monotonię zakłóca próba morderstwa Lorkina. Podczas ucieczki młody mag odkrywa coś, co może okazać się progresem w rozwoju magii. Książki są sequelem Trylogii Czarnego Maga.



Era Pięciorga
1) Kapłanka w Bieli
2) Ostatnia z Dzikich
3) Głos Bogów
Pieczę nad ludem Cyrklian sprawuje pięciu bogów za pośrednictwem swoich najwyższych kapłanów, zwanych Białymi. Auraya zostaje zauważona w młodym wieku i szybko zaczyna wykazywać się swoimi zdolnościami, dzięki czemu awansuje na jedną z Białych. Mimo braku doświadczenia, już wkrótce zostaje wystawioną na ciężką próbę. Wszystko wskazuje na to, że szykuje się wojna religijna między Cyrklianami a Pentadrianami, na których czele stoją Głosy – tamtejsze odpowiedniki Białych. 




Trylogia Prawo Milenium
1) Złodziejska magia
2) Anioł Burz
3) Successior's Son – przewidywana premiera: listopad 2016
Książki z tej trylogii dzielą się na dwie historie. Jedna z nich opowiada przygody studenta archeologii – Tyena. Chłopak odnajduje tajemniczą księgę, która przedstawia mu się, jako Vella. Okazuje się, że była ona kiedyś czarodziejką, lecz została przemieniona w księgę przez najpotężniejszego czarnoksiężnika tamtych czasów. Tyen postanawia pomóc Velli poszukując informacji jak z powrotem przemienić ją w człowieka. Przy okazji odkrywa, że istnieją inne światy i możliwość podróżowania między nimi...
Druga z historii przedstawia Rielle, która przez przypadek odkrywa, że ma talent magiczny. Nie byłoby to nic wielkiego, gdyby nie fakt, że w jej świecie używanie magii przez kogoś innego niż kapłani uznaje się za okradanie aniołów. Czy pokusa okaże się na tyle silna, że Rielle zaryzykuje ich gniew?


Mam nadzieję, że w tych krótkich opisach zamieściłam wystarczająco, aby zachęcić do przeczytania tych książek :)

Za co kocham książki Trudi Canavan?
Przede wszystkim jej historie są bardzo dopieszczone i spójne. Każdy szczegół ma swoje wyjaśnienie, a w książkach nie ma urwanych wątków. Ma oryginalne pomysły, które umie wykorzystać do samego końca. Książki są przyjemnie napisane, można się w nich zatracić nawet na kilka godzin. Poza tym, Trudi Canavan tworzy najwspanialsze postacie męskie w gatunku fantasy, o jakich czytałam! Szczególnie postacie Anakina z Trylogii Czarnego Maga oraz Mirara z Prawa Milenium są nieziemskie. Oto przykład „papierowych bohaterów”, w których można się zakochać. Ale niech panowie się nie załamują! Zapewniam, że także znajdziecie powód, aby polubić te postacie ;)

Nie odrzucaj czegoś, czego nie znasz.
~Trudi Canavan, „Uczennica Maga”

Moc nic nie znaczy, jeśli mag ma przegniłe serce.
~Trudi Canavan,  „Gildia Magów”


Znacie książki Trudi Canavan? A może mieliście styczność, z którymś z jej opowiadań?

Zdjęcia zostały znalezione w wyszukiwarce grafiki Google.


Popularne

Obsługiwane przez usługę Blogger.